czwartek, 4 sierpnia 2016

Dziewiętnaście.

Dwa miesiące później.
    Janek nerwowo rozglądał się w sklepie za Luizą. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego jak ciężkie bywają zakupy z kobietami. Bezradny usiadł na kanapie w dziale z meblami do salonu. Mieli przyjść tylko po farby do ich nowego, wspólnego mieszkania.
Mijały minuty, a Luizy nadal nie miał w zasięgu wzroku. Oparł się łokciami na kolanach i zaczął nerwowo podrygiwać nogą.
Nigdy więcej powiedział pod nosem cicho wzdychając. Po chwili poczuł wibrację telefonu. Wyciągnął go z kieszeni i kiwając głową odczytał smsa od swojej ukochanej.

Luizka: Jestem w dziale z dywanami, pomóż, nie mogę udźwignąć koszyka. :(

Powoli kierował się do miejsca, w którym znajdowała się dziewczyna. Uważnie rozglądał się po regałach znajdujących się w okół niego, rozmyślając co Luiza napakowała do sklepowego koszyka. Droga do miejsca docelowego bardzo mu się dłużyła, przestał się dziwić dzieciom, które często gubiły się w takich sklepach. Milion ścieżek, zakamarków, wszystko wydawało się nie mieć końca. Stracił już nadzieje, że kiedyś dojdzie do odpowiedniego działu. Mijając miejsce z duperelami do kuchni ujrzał wiszące dywany. Bingo! Zza jednego zauważył stojącą Luizę, a pod jej nogami pełny koszyk.
    - Nie widzę tu farb... - powiedział zerkając na przedmioty wysypujące się z żółtego, plastikowego pojemnika. - A waży tyle jakby to były farby dla całego miasta. - podniósł i uśmiechnął się.
    - Kochanie, farby wybierzemy razem, a wnętrze też trzeba jakoś urządzić, prawda? - rzuciła pędząc w stronę działu z wystrojem sypialni.
    - Chcesz za jednym zamachem wszystko kupić?
    - A nie? To się nazywa oszczędność czasu!
    - ... ale nie pieniędzy... - jęknął.
Luiza uśmiechając się pokręciła głową. Złapała Janka za rękę i pociągnęła w stronę półek z lampkami nocnymi. Skoczek postawił koszyk obok materacy. Usiadł na jednym z nich i spojrzał na zegarek. Obliczył, że byli już w tym sklepie dokładnie trzy godziny i dwadzieścia sześć minut. Luiza obróciła się w jego stronę i przymrużyła oczy.
    - Jak myślisz, która będzie najbardziej odpowiednia? - wskazała palcem na czarną, a później czerwoną lampkę.
    - Może najpierw wybierzmy farby? Później będziemy wbierać dodatki... I proszę Cię pośpiesz się, chciałbym zdążyć na trening. - złożył ręce jak do modlitwy.
Luiza westchnęła dosyć głośno zdając sobie sprawę z tego, że Janek miał rację. Najpierw farby, meble, dopiero potem różne dodatki. Dziwne, że sama na to pierwsza nie wpadła, ale chciała, żeby ich pierwszy, wspólny kąt wyglądał idealnie.
    - Zgoda. Masz rację. Dziś tylko farby, wybierzemy wstępnie meble, a dodatki kiedy indziej! - uśmiechnęła się szeroko - teraz tylko trzeba to wszystko odłożyć...
    - Luiza... Siedzimy tu ponad trzy godziny i teraz spędzimy kolejne trzy na odkładaniu tych rzeczy, a następne trzy na wybieraniu farb.
    - Nie denerwuj się! Wiem co zrobimy. - powiedziała i zniknęła za regałami.
Janek złapał się za głowę, zamknął oczy. Nabrał powietrza do ust i zanim zdążył je wypuścić, jego ukochana stała przed nim z panią z obsługi. Na początku kobieta nie była zbyt zadowolona po wysłuchaniu prośby Luizy o wyjęciu rzeczy z koszyka, ale widząc minę i irytację skoczka ostatecznie przyjęła ją z uśmiechem. Oboje podziękowali i ruszyli w kierunku działu z farbami.

Ku uciesze skoczka wybieranie odpowiednich kolorów do poszególnych pomieszczeń zajęło im mniej czasu niż zakładał. Sypialnia w kolorze dojrzałej wiśni, kuchnia trawy morskiej, łazienka szklanej tafli, przedpokój srebrzystej rosy, a salon w kolorze migdałowym.
    - Ten koszyk powinien mieć taką zawartość od razu po wejściu do tego sklepu. - powiedział podnosząc koszyk, który okazał się niezwykle ciężki. Luiza musnęła go w usta i zaczęła kierować się w kierunku kas.
    - A meble?
    - Oszczędzę Ci cierpień oraz czasu, wybierzemy wieczorem przez internet, zamówimy i przyjedziemy tylko odebrać.
Janek odetchnął z ulgą i razem z dziewczyną udał się do kasy zapłacić za zakupy. Cały czas nie spuszczał z niej wzroku. Była taka szczęśliwa, radosna, cały czas uśmiechnięta. Chciał ją taką widzieć cały czas. Czuł, że teraz czekają ich same, takie szczęśliwe chwile.

Dwa tygodnie później.

    Luiza obudziła się dosyć wcześnie.  Leniwie przeciągnęła się na łóżku. Popatrzyła w stronę leżącego obok niej Janka. Uśmiechnęła się szeroko. Pierwsza noc w ich wspólnym, nowym mieszkaniu. W pomieszczeniu unosił się jeszcze zapach farby. Wstała i podeszła do okna. Za szybą piękny widok na góry. W oddali było widać również skocznie narciarską. Otworzyła w swoim życiu właśnie nowy rozdział. Z mężczyzną u boku, którego naprawdę kocha.
Z wielkim uśmiechem udała się do kuchni przygotować śniadanie. Stanęła w progu między kuchnią, a salonem, skrzyżowała ręce i zamknęła oczy. Nagle poczuła jak skoczek obejmuje ją w pasie.
    - Wciąż nie mogę w to uwierzyć... - powiedziała i odwróciła się w jego stronę.
    - W co?
    - W to, że mieszkamy razem, że mam Cię teraz na codzień... - położyła mu głowę na piersi, a on pogładził ją po włosach. W jego objęciach czuła się bezpiecznie, kochana. Wiedziała, że teraz będzie musiała się nauczyć na nowo żyć w duecie. Wiedziała również, że to na pewno będzie inne życie niż z Łukaszem.
Oswobodziła się z jego uścisku i pewnym krokiem poszła do kuchni przygotować posiłek.
    - Naleśniki czy jajecznica?
    - Jajecznica. - powiedział wyciągając kubki z szafki, aby zrobić kawę.
Postawił pełne, parujące szklane naczynie na stole. Usiadł na krześle i wpatrywał się w przygotowywyjącą śniadanie Luizę.
Po chwili dziewczyna dosiadła się do niego. Przygotowana przez nią jajecznica smakowała tak dobrze, jak wyglądała.
    - Może zrobilibyśmy imprezę dziś wieczorem? Tak, żeby ochrzcić nowe mieszkanie... - zaproponował Janek popijając kawę.
    - Najpierw kochanie może ochrzcimy sypialnie i nowe łóżko? - posłała mu namiętne spojrzenie.
Wstała i usiadła mu na kolanach. Oplotła mu szyję rękami całując namiętnie. Skoczek od razu domyślił się, co jego ukochana ma na myśli. Wziął ją na ręce kierując się w stronę sypialni. Położył ją na pościeli, która pachniała kwiatami. Nachylił się nad nią, zaczął powoli ją rozbierać. Po chwili już kompletnie nadzy oddali się chwili namiętności.

    - To teraz możemy urządzić imprezę. - powiedziała z uśmiechem po wszystkim ubierając bieliznę. - Ty też powinieneś się już ubierać, bo spóźnisz się na trening.
    - Nie chce mi się. Rozleniwiłaś mnie teraz... - roześmiał się i pociągnął za rękę. Luiza znowu leżała obok niego.
    - Kochanie, wiesz, że musisz. - popatrzyła mu w oczy. - Chyba nie chcesz, aby Łukasz znowu zaczął się Ciebie czepiać. Dopiero co wszystko ucichło.
    - Wiem. Dziwne, myślałem, że dłużej będzie wobec mnie taki oschły, a z tego co mówił mi Maciek, Łukasz twierdzi, że jeżeli wypełnie wszystkie postawione mi teraz zadania, to w Pucharze Świata mam szanse nawet na pierwszą dziesiątkę.
    - No widzisz! Więc wstawaj, do dzieła, udowodnij mu, że jesteś najlepszy. Do pucharu świata wcale nie zostało już tak dużo czasu. - podniosła się z łóżka, wzięła jego t-shirt w rękę i rzuciła w niego. - Ubieraj się!
    - A co do wieczornej imprezy, Maciek, Patrycja, Kamil i jego dziewczyna, wystarczy tyle gości? - zapytał ubierając się.
    - Wystarczy. Sami najbliżsi, nie chcę sprzątać później zdemolowanego domu, chociaż z Kamilem to wszystko możliwe... - roześmiała się.  - Zaraz zadzwonię do Pati i brata, a Ty na skoczni zaproś Maćka.
Janek skinął głową, wziął torbę, pocałował na pożegnanie Luizę i poszedł na trening. Dziewczyna po jego wyjściu zamkęła drzwi, wróciła do sypiali i pościeliła łóżko.
Po ogólnym posprzątaniu mieszkania udała się do sklepu po jakiś alkohol i przekąski na wieczorne spotkanie.
Po drodze zadzwoniła do brata, który z wielką uciechą przyjął zaproszenie. Nie podarował sobie komentarza na temat Łukasza, na który tym razem Luiza odpowiedziała śmiechem. Przyjaciółka dziewczyny również wyraziła chęć przybycia, aby obejrzeć ich nowe mieszkanie.

    Przed siedemnastą Janek wrócił zmęczony z treningu. Dał z siebie więcej niż 100%, co niestety zaczął odczuwać po wejściu do domu. Nie miał siły na imprezę, jednak słowo się już rzekło. Po przekroczeniu progu salonu od razu zwrócił uwagę na stół, na którym stało już wszystko przygotowane. Wino dla dziewczyn, piwo dla chłopaków. Miska wypełniona popcornem, talerz z kanapkami oraz gigantyczna ilość cukierków.
    - Jesteś najlepsza. - powiedział od razu podchodząc do ukochanej. Mocno ją przytulił i pocałował. - Ale jedno wino dla was wystarczy? - Luiza uderzyła go w ramie.
    - Mamy się bawić, a nie upijać. Darii nie będzie, bo musiała zostać w pracy, ale Kamil oraz Patrycja jak najbardziej się pojawią.
    - To dobrze, Maciek też. Przyniosę jeszcze jakieś talerze. - puścił jej oczko i zniknął w kuchni.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Luiza odruchowo stanęła przed lustrem w przedpokoju i poprawiła włosy. Otworzyła je szeroko i jej oczom ukazał się Maciek. Z uśmiechem podniósł do góry reklamówkę z piwem. Dziewczyna zaprosiła go do środka. Janek kiedy usłyszał swojego przyjaciela od razu wyszedł i na widok kolejnych trunków zaśmiał się.
    - Szykuje się niezła balanga w takim razie. - skomentował Maciek. - Ktoś jeszcze będzie?
    - Moja przyjaciółka i mój brat.
Skoczek skinął głową i otworzył pierwsze piwo. Podszedł do stolika częstując się już wcześniej przygotowanymi przekąskami. Po chwili znowu zadzwonił dzwonek. Tym razem Janek poszedł otworzyć. Wpuścił pozostałych gości do środka.
    - To chyba już możemy zaczynać. - powiedział z uśmiechem i włączył muzykę.
    - Maciek już wcześniej zaczął. - wzrok wszystkich skierował się w stronę Kota, który niczego nieświadomy odwrócił się do gości z ustami pełnymi popcornem.
    - No co? - powiedział, ale nikt go nie zrozumiał. Wszyscy się roześmiali. Szybko przełknął to, co miał w ustach i podszedł do Patrycji. - A my to się chyba nie znamy jeszcze. - wytarł tłustą rękę o spodnie i podał rudowłosej dziewczynie. - Kot. Maciej Kot.
Dziewczyna zaśmiała się. Poczuła jak oblał ją rumieniec.
    - Patrycja. - odwzajemniła uśmiech skoczka.
    - Ej, ej, mnie proszę nie pomijać! - wtrącił się brat Luizy. - Borowski. Kamil Borowski. - podszedł do Maćka i podał mu rękę. - Najlepszy i jedyny brat panny Luizy.
    - Już chyba długo panną nie zostanie. - zaśmiał się Maciek robiąc łyk piwa.
Luiza spojrzała na Janka, a on na nią. Oboje się do siebie uśmiechnęli i pocałowali. Wszyscy usiedli na kanapie, Luiza nalała wina do kieliszków, natomiast panowie biorąc przykład z Kota pili piwo z puszki.

    Po trzech godzinach męska część parapetówki była już trochę wstawiona. Nie dało się tego nie zauważyć, wystarczyło byle jakie słowo, a oni zanosili się już śmiechem. Brat Luizy wstał podnosząc kolejną puszkę piwa do góry.
    - To chyba w końcu pora wznieść toast za zakochaną parę! - reszta gości podchwyciła jego pomysł i również wstała. - Gorzko, gorzko! - zaczął krzyczeć Kamil. Luiza i Janek pocałowali się. - A Łukaszka to czemu nie zaprosiliście? Miałby niezły ból dupy.
    - On chyba za stary na takie imprezy. - rzekł rozbawiony Maciek.
    - Łukaszek, misio, misio jak to mawia nasza matka, hahaha, byłby honorowym gościem tej imprezy!
    - Kamil, chyba już powinieneś przystopować. - szturchnęła go Luiza.
    - Luizka, wyluzuj. Wszyscy świetnie się bawimy, a Łukaszek... - Kamil nie zdążył dokończyć, ponieważ zadzwonił jego telefon. - Ups, moja kobieta dzwoni, przepraszam państwa. - całkiem pijany ukłonił się i wyszedł na balkon. Po chwili wrócił. - Witam państwa serdecznie ponownie, niestety muszę wracać już do siebie. Módlcie się, żebym przeżył do jutra rana. - zaśmiał się.
    - Pójdziesz sam czy odprowadzić Cię?
    - Dam radę! Dobranoc wszystkim pięknym paniom i przystojnym mężczynom. - ukłonił się jeszcze raz. Luiza odprowadziła brata do drzwi i wrócił do gości.
    - Twój brat jest świetny. - powiedział przez śmiech Maciek. - Teraz już rozumiem dlaczego Ty też jesteś taka świetna.
    - Te geny. - roześmiała się dziewczyna i usiadła ukochanemu na kolanach.
    - Na mnie też chyba już pora... Rano do pracy. - wtrąciła się Patrycja.
    - No co Ty, siedź jeszcze. Możesz tu nawet nocować! Prawda? - Luiza popatrzyła na Janka. Ten skinął twierdząco głową.
    - Nie, ale dziękuję za propozycję. - wstała otrzepując ubranie z okruszków. - Było naprawdę świetnie, liczę na jakąś powtórkę.
    - Będzie na pewno. - odrzekł Janek. - Odprowadzić Cię?
    - Nie dzię... - Maciek wstał na równe nogi. - Ja Cię odprowadzę! Z wielką chęcią. Jeśli pozwolisz. - krzyknął podając dziewczynie rękę. Ona z uśmiechem złapała go. Luiza popatrzyła rozbawionym wzorkiem na Janka.
    - Także my się będziemy zbierać. Bez obaw Luizka, Patrycja będzie ze mną bezpieczna. - wskazał ręką w stronę przedpokoju. - Panie przodem.

Luiza poszła za nimi. Otworzyła drzwi. Zdążyła tylko powiedzieć przyjaciółce, że gdy dojdzie do domu ma jej wysłać wiadomość, ponieważ Maciek od razu zaczął zagadywać nową towarzyszkę.
Zamknęła za sobą drzwi, oparła się o nie i zaczęła się śmiać.
    - Z czego się śmiejesz kochanie?
    - Z niczego. Trzeba posprzątać. - chciała wyminąć skoczka, ale ten zastawił jej drogę.
    - Posprzątamy jutro. Imprezę zaliczamy do udanych? - objął jej twarz dłońmi.
    - Jak najbardziej. Mam nadzieję, że Pati jakoś dojdzie z tym Maćkiem do domu. I on sam też... - roześmiała się.
    - O to się nie musisz martwić. Chodźmy spać. - pocałował ją. - Kocham Cię.
    - Ja Ciebie też. - przytuliła go mocno i oboje poszli do sypialni.




Ho, ho!
Witam was bardzo serdecznie po... 10 miesiącach (?) przerwy? Mam nadzieję, że nie zapomniałyście o Luizce i Janku! :D Tak bardzo przywiązałam się do tego opowiadania, ciągle o nim myślałam, zabierałam się do napisania tego rozdziału, aż w końcu się udało. Mam nadzieję też, że nie wyszłam z wprawy pisania. :D
Oby się on wam spodobał! Już postaram się dodawać wpisy regularnie.. i zaczynam też powoli nadrabiać wasze blogi. :)
Cóżż...
Komentujcie, oceniajcie! Swoje blogi zostawiajcie w komentarzach, na pewno zajrzę. ;)

Do następnego, buziaczki! :*

niedziela, 1 listopada 2015

Osiemnaście.



Luiza z tego wszystkiego kompletnie zapomniała, że miała zostać na treningu swojego ukochanego i szybko opuściła teren skoczni. Maciek widząc to tylko utwierdził się w swoich przekonaniach, był to dla niego wystarczający dowód na to, że Luiza oszukuje Janka.
    Kot niewiele myśląc wpadł do szatni jak poparzony. Widząc swojego przyjaciela stanął przed nim tarasując mu drogę i położył mu obie ręce na ramieniu.
- Muszę Ci coś powiedzieć. - westchnął. - Jak coś pamiętaj, że masz mnie i chłopaków, to nie koniec świata, zawsze możesz na mnie liczyć..
- O co chodzi?
- Naprawdę nie sądziłem, że do tego dojdzie, ale trzymaj się, musisz dać radę.. Jak nie ta, to inna!
- O czym Ty do cholery mówisz? - warknął wyraźnie zdenerwowany.
- Luiza wraca do Łukasza.
Jankowi wydawało się, że się przesłyszał. Popatrzył chwilę na Maćka z niedowierzaniem. Po kilkunastu sekundach wybuchnął potwornym śmiechem.
- Co Ty wymyślasz.. - powiedział skoczek próbując złapać powietrze. - Jak może do niego wracać, skoro przyszła teraz ze mną na skocznie i zostaje ze mną na treningu? Jak już tak bardzo chciałeś mnie wkręcić to wypadało się bardziej postarać. - poklepał przyjaciela po plecach i ruszył do wyjścia z szatni powoli już się rozciągając.
- No chyba wiem co słyszałem i wcale nie zostaje, bo jakieś kilka minut temu widziałem jak wychodzi. - Ziobro gwałtownie się odwrócił i przymrużył oczy. - Poszedłem na chwilę do biura Łukasza coś się zapytać. Pukam, ale zero odzewu to naciskam na klamkę i co słyszę? Głos Luizy, no to sobie myślę posłucham o czym gadają.. Nie to, żebym podsłuchiwał, to raczej w ramach bezpieczeństwa, że gdyby doszło do rękoczynów...
- Do rzeczy! - syknął przerywając Maćkowi wywód.
- Stary, ona go przepraszała, mówiła coś, że nie chciała aby tak wyszło i że wszystko naprawi.. Naprawdę mi przykro..
- Może chodziło o coś innego?
- Niby o co? To brzmiało tak "Przepraszam, że cię zdradziłam, nie chciałam żeby tak wyszło, przepraszam naprawię wszystko" - powiedział udając kobiecy głos.
Janek cofnął się i usiadł na ławce. Przeczesał ręką włosy i przeklął pod nosem. To wszystko wydawało mu się takie niedorzeczne, przecież jeszcze rano mówiła mu, że go kocha. Po chwili przypomniał sobie wizytę jej rodziców i niepochlebne słowa na temat ich związku. Maciek usiadł obok niego opierając łokcie na kolanach. Nie chciał dołować przyjaciela, ale ostatecznie uznał, że dobrze zrobił.
- Fakt, ostatnio mieliśmy nalot jej rodziców.. - powiedział po chwili milczenia. - Nie byli zbyt zadowoleni z faktu, że Luiza teraz jest ze mną.. Może to oni ją jakoś do tego namówili.. Kurwa no nie mogę w to uwierzyć! - wstał i ze złością kopnął w swoją treningową torbę. - Ona na pewno wyszła ze skoczni?
- Tak i to w błyskawicznym tempie. Chodź, idziemy się rozgrzać, jakoś się wyżyjesz. - rzucił Kot i zniknął za drzwiami szatni.
Janka opuściła chęć pójścia na trening, jednak postanowił iść i w tej sytacji postarać się jeszcze bardziej i tak jak powiedział jego przyjaciel jakoś się wyżyć. Przed wyjściem wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał numer Luizy. Nie odbierała. Zrobiło mu się gorąco, rzucił komórką na torbę i wyszedł na rozgrzewkę.
Kompletnie nie mógł się skupić na tym co się dzieje, cały czas miał w głowie słowa Maćka. Ze złością patrzył na Łukasza. Czuł, że zaraz puszczą mu nerwy i zrobi coś czego będzie żałował. Kot cały czas go obserwował i widział, że przyjaciel jest na granicy wytrzymałości.
- Mam dość już tego jego pierdolenia. Zaraz mu chyba coś zrobię. - powiedział Janek zaciskając pięści.
- Uspokój się. Myślałeś, że jak to się skończy?
- Co?
- Ten wasz romans. Wybacz, ale teraz będę brutalnie szczery. Sądziłeś, że zakończy się to ślubem? Wielka miłość, cud, miód, malinki, różyczki, fanfary i w ogóle? Doszła do wniosku, że jednak rówieśnicy jej nie kręcą i wróciła sobie do Łukasza, albo faktycznie zrobiła to pod presją rodziców. Jest kilka opcji, to tylko dwie z nich.
- Nie mam zamiaru poznawać ich więcej. - odwrócił się i wypluł ślinę. - Trenerze, źle się czuję, rezygnuję z dzisiejszego treningu. - powiedział i nie czekając na odpowiedz Kruczka szybkim krokiem udał się do szatni.

    Całą drogę do domu rozmyślał. Nie miał pojęcia czego może się spodziewać po powrocie do mieszkania. Zastanawiał się czy Luiza będzie na niego czekała i jednak Maciek kłamał, czy może wróci i jak otworzy szafę to rzeczy jego ukochanej już nie będzie.
Kilka metrów przed jego blokiem zatrzymał się przy pubie. Pod wpływem emocji postanowił wejść i napić się piwa. Wiedział, że alkohol w południe to niezbyt dobry pomysł, ale chociaż na chwilę chciał odsunąć od siebie negatywne myśli.
- Co podać? - usłyszał z ust barmana siadając przy barze.
- Piwo proszę.
- Lane czy z butelki?
- Lane. - uśmiechnął się i spojrzał na pokaźną ilość różnych trunków za mężczyzną. - Albo wie Pan co, niech Pan jeszcze setkę naleje.
Barman skinął głową i spod baru wyciągnął pół litra.
- Dwa razy, niech będzie parzyście. - dodał z uśmiechem skoczek.
- Kobieta? - zapytał barman napełniając kieliszki wódką. Janek posłał mu wymuszony uśmiech. - Nie wiem po co pytam, nikt o tej porze nie pije z innego powodu. Proszę. - podsunął mu zamówione trunki.
Skoczek wypił kieliszek jeden za drugim i zamówił kolejny raz to samo w między czasie opróżniając szklankę z piwem.
- Jednak alkohol chyba nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów. - dodał barman lejąc kolejny raz procenty do kieliszka.
- Jakoś trzeba odreagować.
- Są inne sposoby, na przykład bieganie.
- Sport w moim przypadku chyba by nie podziałał. - roześmiał się i pochłonął kolejną kolejkę.
- Nie odstresowywuje się pan podczas biegania czy lotu?
Skoczek pokiwał głową i przysunął puste kieliszki w stronę mężczyzny. Czuł, że alkohol zaczyna już działać, jednak nie miał zamiaru poprzestać na drugiej kolejce. W tej chwili było mu wszystko obojętne.
- I żaden Pan, Janek. - powiedział z szerokim uśmiechem.
- Rafał.
Skoczek już z lekkim trudem podał barmanowi rękę. Wszystko powoli zaczynało mu się zlewać. Opierając się na łokciach przetarł oczy i zamówił kolejny raz to samo. Rafał widząc w jakim stanie jest skoczek odmówił lania kolejnych kolejek, jednak Janek zdołał przekonać go do tego, że wszystko jest w porządku.
Po szóstej razie Ziobro w końcu powiedział sobie stop. Położył na blacie banknot stuzłotowy, podziękował barmanowi i chwiejnym krokiem udał się do swojego mieszkania.

    Luiza w ramach przeprosin za to, że nie została na treningu postanowiła przygotować romantyczny obiad dla swojego ukochanego. Kiedy zapiekanka dochodziła w piekarniku, dziewczyna wzięła się na przygotowywanie stołu. Położyła na nim obrus w kolorze kremowym i czerwone słomiane maty stołowe. Na środku postawiła goździki w tym samym kolorze, a obok nich dwie złote świece.
Podczas rozkładania sztućców usłyszała jak ktoś nieudolnie próbuje trafić kluczem w zamek. Zdziwiona poszła zobaczyć co się dzieje. Kiedy otworzyła drzwi zobaczyła w nich opartego o ścianę kompletnie pijanego Janka. Skrzywiła się.
- Boże, jak Ty wyglądasz? Śmierdzi od Ciebie jak z gorzelni!
Skoczek zignorował Luizę i lekko ją trącając udał się do salonu. Po drodze nie zauważył stojącego kwietnika i niechcący go kopnął w skutek czego kwiatek wylądował na podłodze. Dziewczyna z przerażeniem obserwowała poczynania skoczka.
- Janek, co się stało?
- Może Ty mi powiesz? - powiedział z uśmiechem rzucając się na kanapę. - O widzę, że z tej okazji przygotowałaś jedzenie!
- Z jakiej okazji? - zapytała zdziwiona.
- No czekam, aż Ty sama mi o tym powiesz!
- Naprawdę nie rozumiem o co chodzi. Dlaczego się tak spiłeś? - usiadła z mieszanymi uczuciami na krzesło. - Byłeś na treningu?
- Ty miałaś być. - powiedział i usiłował zdjąć buty. Kiedy to zrobił rzucił je w kąt i narobił huku. Luiza podskoczyła.
- Przepraszam. Dlatego się upiłeś?
- Możesz przestać robić ze mnie idiote?! - podniósł ton.
- Możesz na mnie nie krzyczeć?! Nie robię z Ciebie żadnego idioty!
- To wytłumacz mi dlatego poszłaś z treningu. No, kurwa mać słucham! - wstał i skrzyżował ręce. Ledwo trzymał się na nogach.
- Uspokój się! Porozmawiamy jak wytrzeźwiejesz.. - podniosła się z krzesła i chciała iść do kuchni, jednak skoczek szybko do niej podszedł i złapał ją za rękę. Odwróciła się i popatrzyła mu w oczy z przerażeniem. - Puść mnie.
- Uwierz mi, że nie dam robić z siebie debila, więc radzę Ci przyznać się do wszystkiego. - złapał ją jeszcze mocniej. Luiza syknęła z bólu.
- Janek puść mnie, to boli.. - łza poleciała jej po policzku. - Nie mam się do czego przyznawać..
Skoczek czując z jaką siłą złapał ukochaną za rękę, szybko puścił ją i odskoczył. Luiza odsunęła się od niego na kilka metrów. W jej oczach było coraz więcej łez. Zaczęła się go najzwyczajniej w świecie bać. Nigdy nie widziała go w takim stanie. Nie miała pojęcia co go do tego doprowadziło.
- No to może ja Ci to ułatwię! Wszystko wiem, rozumiesz?! Kurwa, wszystko wiem! Kiedy miałaś zamiar mi powiedzieć? Czy może miałaś ochotę grać na dwa fronty?! - zaczął ze zdenerwowania wymachiwać rękami we wszystkie strony. - Luiza była przerażona. Nie wiedziała co ma powiedzieć, cały czas jej łzy spływały po policzkach. - Dlaczego milczysz?! Nie masz mi nic do powiedzenia?! Czy może milczeniem wszystko potwierdzasz?!
- Do jasnej cholery, co potwierdzam?!
- Nie rób ze mnie głupka, po raz kolejny Cię o to proszę! Wiem, że wracasz do Łukasza! - krzyknął naprawdę głośno i w złości strącił wszystko ze stołu na podłogę.
- Co robię? Co Ty wymyślasz?
- Nic nie wymyślam! Sama mówiłaś, że do niego wracasz, że naprawisz, że przepraszasz! Wszystko wiem! - kopnął kawałki rozbitych talerzy, które jeszcze bardziej rozbryznęły się po pokoju. Luiza przerażona już do granic możliwości stanęła pod ścianą. Przez głowę przeleciało jej tysiąc myśli. Dlaczego Janek wymyśla takie rzeczy? Dlaczego ją o to oskarża? Skąd usłyszał te słowa i dlatego wyrwał je z kontekstu?
- To nie jest tak! Przecież ja Ciebie kocham, daj mi to wyjaśnić..
- Nie ma co wyjaśniać! Nie dam się oszukiwać. - powiedział i poszedł do sypialni mocno trzskając drzwiami.
Dziewczyna nie miała zamiaru iść za nim i pogarszać sytuacji. Postanowiła poczekać, aż Janek wytrzeźwieje i wszystko na spokojnie wyjaśnić. Usiadła pod ścianą, a po jej policzkach spłynęły resztki łez. Przez chwilę pomyślała, że Łukasz ma coś z tym wspólnego.
Po kilku minutach zaglądnęła do sypialni. Janek spał jak zabity, dlatego postanowiła posprzątać pozostałości po kłótni i resztę dnia postanowiła przeznaczyć na czytanie książki. Noc spędziła na kanapie.

    Wstała dość wcześnie. Nie mogła spać, cały czas myślała o wczorajszej sytuacji. Siedziała ze skulonymi kolanami okryta w koc, kiedy usłyszała odgłosy dochodzące z sypialni. Odsunęła od siebie nakrycie i na widok wchodzącego do pokoju Janka wstała. Skoczek chyba nie pamiętał nic z wczorajszego dnia, ponieważ jak gdyby nigdy nic poszedł do kuchni. Odezwał się potworny kac. Wziął półtoralitrową butelkę wody i dosłownie w kilkanaście sekund całą ją wypił. Otwierając kosz zauważył kawałki rozbitych talerzy. Wziął jeden do ręki i ze zdziwieniem popatrzył na swoją partnerkę.
- Nie pamiętasz? Rozbiłeś. - powiedziała ze spokojem. - Wszystko co leżało na stole zrzuciłeś, w sumie to nic nie przeżyło. - uśmiechnęła się lekko.
Skoczek chwilę patrzył na Luizę jak w święty obrazek. Złapał się za głowę i zamknął oczy z bezradności. Westchnął cicho i powoli zaczął sobie przypominać wczorajszą sytuację.
Usiadł obok Luizy. Położył rękę na jej kolanie, jednak dziewczyna ją odsunęła.
- Powiesz o co chodzi? - zapytała. Ziobro wzruszył ramionami. - Naskoczyłeś wczoraj na mnie, aż za bardzo. Dlaczego twierdziłeś, że wracam do Łukasza?
- Maciek słyszał waszą rozmowę..
- Co dokładnie usłyszał? - spojrzała na niego. Miał wzrok wbity w podłogę. - Popatrz się na mnie.
Zrobił to o co prosiła.
- Przepraszałaś go, mówiłaś, że wszystko naprawisz i że nie chciałaś aby tak wyszło..
- Właśnie, a to jest tylko mało znaczący fragment z całej rozmowy. - wstała i podeszła do okna. - Następnym razem jak Maciuś coś podsłucha, zapytaj go czy słyszał całą rozmowę, a później zapytaj o to mnie i nie urządzaj mi awantur.
- To jak było? - oparł łokcie na kolanach i podparł głowę na rękach.
- Chciałam z nim porozmawiać, bo znowu czepiał się Kamila. Dzięki niemu też moi rodzice nas odwiedzili. Chciałam to wyjaśnić. Łukasz był - prychnęła - jest dla nich idealny, a tu proszę zostawiłam go dla Ciebie. Te słowa, które przekazał Ci Maciek były właśnie odnośnie tego. Wyrwał je z kontekstu i dodał swoje trzy grosze. - wzruszyła ramionami. - O naszym rozstaniu rodzice dowiedzieli się od niego. Właśnie za to go przeprosiłam i powiedziałam, że nie chciałam aby tak wyszło, a to, że wszystko naprawię było odnośnie tego, że znów stanie się dla nich nieskazitelny. Dotarło?
Janek wstał i podszedł do niej. Nieśmiało objął ją i pocałował w czoło.
- Przepraszam Cię.. - wyszeptał.
- Ma mi być to ostatni raz, rozumiesz? - pogroziła mu palcem i uśmiechnęła się delikatnie. Skoczek zauważył na jej ręce siniaki. Z przerażeniem przejechał po nich palcem patrząc na Luizę, która tylko wzruszyła ramionami.
- Trochę za mocno złapałeś.
Zasłonił ręką usta. Poczuł się strasznie, żałował tego wszystkiego. Nie chciał Luizie zrobić krzywdy, nie chciał jej zranić. Było mu głupio i wstyd.
- Przepraszam.. - powiedział jeszcze raz. Głośniej.
- Wyjaśniliśmy sobie już wszystko?
- Gniewasz się na mnie?
Nie odpowiedziała tylko pocałowała go lekko i przytuliła. Chwilę stali w uścisku, po czym dziewczyna poszła do kuchni przygotować śniadanie. Chciała to wszystko puścić w niepamięć.

    Po południu Janek poszedł zrobić zakupy, a Luiza zajęła się generalnym sprzątaniem mieszkania. Usłyszała dzwonek do drzwi. Poszła otworzyć przekonana, że to obładowany reklamówkami Janek, który nie może ich otworzyć. Otworzyła je i kiedy zobaczyła w nich Maćka zaśmiała się kpiąco.
- O proszę, pan podsłuchiwacz. Przyszedłeś znowu jakieś nowinki przekazać Jankowi? - posłała mu ironiczny uśmiech. Kot zdziwiony spojrzał na nią. - Teraz nagle taki mało rozmowny się zrobiłeś?
- Ale jak to..
- Dlaczego nie zostałeś detektywem tylko skoczkiem? Ach, no tak. Podsłuchiwać też trzeba umieć. Nie, nie wracam do Łukasza i gdybyś mógł nie gadaj więcej takich głupot Jankowi, dobrze? A jak już będziesz musiał i miał taką potrzebę to chociaż się upewnij. Z góry dziękuję.
- Przepraszam Luiza. - dotarło do niego, że jednak się mylił i zrobił błąd. - Po prostu to tak zabrzmiało..
- Nieważne. Masz szczęście, że to wszystko się wyjaśniło. Inaczej..
Nie dokończyła, ponieważ zauważyła na korytarzu Janka. Uśmiechnęła się na jego widok, a on zdziwił się kiedy zobaczył Maćka.
- Dzięki, że prawie przyczyniłeś się do rozpadu mojego związku. - powiedział uderzając go lekko w tyłek reklamówką.
- Dobra, żałuję.. Luiza już mi co nie co powiedziała. Będę musiał się podszkolić trochę w dziedzinie podsłuchu. - powiedział i cała trójka się roześmiała.

    Maciek został u przyjaciół na obiad. Dużo rozmawiali i śmiali się, mogło się wydawać, że cała przykra sytuacja poszła w niepamięć. Kot opuścił ich mieszkanie dopiero późnym wieczorem.
Luiza stała przy zlewie zmywając naczynia. Janek stanął za nią i objął ją w pasie. Zaczął całować ją po szyi.
- Chyba należą Ci się jeszcze jedne przeprosiny.. - obrócił ją i popatrzył jej w oczy.
- A kto to posprząta? - uśmiechnęła się.
- Później się tym zajmiemy. - pocałował ją w usta. Zaczął zdejmować z niej wszystkie ubrania. Ona zrobiła to samo. Po pokonaniu kilku kroków, posadził ją na stole i oddali się chwili namiętności.
Po wszystkim wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Położył się obok niej. Nakrył ich kołdrą i ręką przeczesał jej włosy.
- Co Ty na to, żebyśmy kupili własne mieszkanie? - zapytał patrząc jej w oczy.
- Przecież to jest w porządku..
- Kochanie. - pocałował ją. - Własne, nasze mieszkanie, które będziemy mogli urządzić po naszemu. W którym będziemy mogli zacząć nowe życie..
- A co z tym?
- Wynajmie się albo sprzeda. Myślę, że to nie problem. - uśmiechnął się, a Luiza westchnęła. - Czyli się zgadzasz?
- Tak. Kocham Cię.













Hej kochane! 
Tak jak mówiłam jest rozdział. Jestem z niego nawet zadowolona, mam nadzieję, że nie wyszłam z wprawy pisania. 
Z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy, literówki, ale nie pisałam w Wordzie i takowe mogą się zdarzyć, mimo, że sprawdzałam dwa razy. Rozpisywać się nie będę, wszystko co chciałam zawarłam w poprzednim poście! To zostawiam Was z osiemnastką i lecę komentować u Was!
Następny rozdział postaram się wrzucić w następny weekend. Tu i na drugim blogu. 

Komentujcie, piszcie opinie, buziaki! :*

PS. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DLA JEDNEGO Z NASZYCH BOHATERÓW - ŁUKASZA KRUCZKA! :D

poniedziałek, 14 września 2015

Siedemnaście.



Kamil odwrócił się w stronę Łukasza i głośno wybuchnął śmiechem. Jeszcze przez dłuższą chwilę parzył na niego jak na idiotę.
- Nie musiałem jej do niczego namawiać, sama zmądrzała. W końcu pojęła, że przy Tobie tylko zmarnowałaby sobie życie. – powiedział przez śmiech.
W Łukaszu zagotowało się ze złości. Z ledwością się powstrzymał, żeby przypadkiem nie uderzyć swojego niedoszłego szwagra  w twarz. Mocno zacisnął pięści.
- Na pewno Ty wepchnąłeś Luizę w ramiona Janka.
- Puknij się człowieku w ten siwy łeb. – pokręcił przecząco głową. – Pojmij, że ja z odejściem Luizy nie mam nic wspólnego.
- Dlaczego miałbym Ci uwierzyć? Nie akceptowałeś naszego związku. – skrzyżował ręce.
Kamil uderzył się dłonią w czoło. Spojrzał Łukaszowi w twarz.
- Naprawdę jesteś idiotą. Nie dziwię się, że Luiza z Tobą nie wytrzymała. To, że nie zaakceptowałem nie oznacza, że rozwaliłem. Luiza Cię kochała, była szczęśliwa, a na tym mi najbardziej zależało. Na jej szczęściu, wiec jakoś zdzierżyłem, że to Ty byłeś jej partnerem. Dzięki Bogu uległo to zmianie. – uśmiechnął się ironicznie.
Mężczyzna miał ochotę niewybrednie skomentować słowa Kamila, jednak przerwał mu dźwięk dzwoniącej komórki. Wyciągnął telefon z kieszeni i szybko przesunął palcem w stronę czerwonej słuchawki. Kiedy podniósł wzrok znad ekranu, Kamila już nie było. Zdenerwowany obiecał sobie, że jeśli jeszcze go gdzieś spotka powie mu co o nim myśli.
Przez tą całą sytuację kompletnie zapomniał o tym, że miał zrobić zakupy. Wsiadł do samochodu i mocno trzasnął drzwiami. Echo rozniosło się po połowie miasta. Zrobił kilka oddechów, wypuścił powietrze i odpalił silnik.

               
                Po drodze do domu Janek z Maćkiem zatrzymali się w barze. Chcieli pogadać trochę przy piwku jak facet z facetem. Usiedli na samym końcu długiego stołu i zamówili po jednej szklance piwa. Na widok pięknej blondwłosej kelnerki starszy ze skoczków uśmiechnął się od ucha do ucha i uniósł lekko brwi.
- Nie napalaj się tak, ma obrączkę. – powiedział Janek upijając łyk piwa.
- Mąż nie ściana. Sam coś o tym wiesz. – skoczek przeszył wzrokiem przyjaciela. – A tak poważnie pohamuj trochę swoje teksty w stronę Łukasza.
- Przechodzisz na jego stronę?
- Zgłupiałeś? Zawsze będę po Twojej, ale.. ale widzisz jak to na niego działa.
- To nie jest już mój problem Maciek. Może trochę przesadziłem, ale mam pozwolić żeby mnie tak traktował? Moje skoki były dobre, a on wymyśla jakieś problemy. – skierował wzrok na piankę piwa.
- Postaw się ja jego miejscu. Jak Ty byś się czuł gdyby Twoja narzeczona miała z nim romans i do niego odeszła? – Maciek nagle spoważniał i spojrzał prosto na twarz przyjaciela, który wzruszył tylko ramionami. – No właśnie. Zignoruj go po prostu, nie odszczekuj, bo jeszcze się to odbije na nas wszystkich. Może tak to na niego podziała, że odejdzie, a wtedy co zrobimy? Jakby nie patrzeć Łukasz jest dobrym trenerem.
- Dobra, zmieńmy temat, bo zaczynasz mnie drażnić. – rzucił Janek i zrobił dosyć spory łyk trunku.
- Po co się tak denerwujesz? Byłem i będę po Twojej stronie, też jestem zdania, że Luiza do niego nie pasowała, ale odpuść Janek, odpuść.. Dla dobra teamu.
Skoczek spojrzał w stronę Maćka i pokręcił przecząco głową. Dopił resztę piwa, chwycił za torbę i wyszedł z baru nawet nie żegnając się z przyjacielem.
Po drodze jednak analizował jego słowa. Postanowił sam nie zaczynać prowokować Łukasza, jednak jeżeli on go pierwszy zaczepi nie zignoruje tego.

Z uśmiechem na ustach wszedł na klatkę schodową. Chciał jak najszybciej przytulić i pocałować swoją ukochaną. Kiedy otworzył drzwi i zobaczył ją w przedpokoju od razu podszedł do niej. Łapał ją za pośladki i lekko uniósł ku górze całując w usta. Postawił ją na podłodze, złapał za biodra i spojrzał w oczy.
- Jesteś taka piękna. – uśmiechnął się.
- A Ty jesteś taki uroczy i cały mój! – musnęła go w usta. – Jemy w domu czy idziemy na miasto?
- Mam lepszy pomysł.. – powiedział powoli rozpinając guziki w jej koszuli. Dziewczyna z lekkim uśmiechem złapała go za dłonie i odsunęła od siebie. Skoczek zawiedziony spojrzał na nią. – Nie masz ochoty?
- Na Ciebie zawsze mam. – spojrzała mu w oczy i pogładziła po policzku. – Ale pewnie jesteś głodny, nie chcę żebyś stracił wszystkie siły. – uśmiechnęła się.
- Och, Ty moja myszko.. – pocałował ją w usta, ponownie złapał za biodra i delikatnie popchnął w stronę sypialni.
Szybko pozbawił ją ubrań, Luiza z nim postąpiła tak samo. Opadła na łóżko i przyciągnęła skoczka do siebie. Oplotła go nogami, a ten położył jej ręce na brzuchu, delikatnie podjeżdżając do góry.

Uwielbiała jego dotyk.
Uwielbiała czuć na sobie jego ciężar ciała.
Uwielbiała jak zimną dłonią gładził jej podbrzusze, piersi i szyję.
Uwielbiała kiedy dawał jej największą przyjemność na świecie.
Uwielbiała kiedy szeptał jej do ucha jak bardzo ją kocha.
Uwielbiała jak pocałunkami obdarowywał jej szyję.
Uwielbiała wbijać paznokcie w jego plecy.
Uwielbiała kiedy po wszystkim patrzył jej głęboko w oczy.
Uwielbiała jego całego.

Położył się obok niej i nakrył jej nagie ciało puchatym kocem. Dziewczyna położyła głowę na jego torsie i oplotła ręką w pasie.
- Zgłodniałeś? – powiedziała z troską w głosie i lekko się uśmiechnęła.
- Wprowadzisz się do mnie?
Luiza podniosła się i skierowała wzrok na skoczka. Zrobiło się jej gorąco. Po chwili poczuła na kolanie dłoń Janka. Złapała ją i ścisnęła mocno.
- Chcesz tego? – jej kąciki ust delikatnie się uniosły.
- Tak. – nachylił się i pocałował ją namiętnie. – I tak często tu nocujesz, więc bez sensu byłoby się dalej tak krzątać od domu do domu. W końcu dasz wolną rękę Kamilowi. – dziewczyna roześmiała się i poczochrała Janka po włosach. – Kocham Cię Luiza.
- Ja Ciebie też, mój Ty misiu. To co z tym jedzeniem? Tak mnie wymęczyłeś, że zgłodniałam.
- Dobra, to zabieram Cię do restauracji. – wstał z łóżka i zaczął się ubierać.
- Randka? – skierowała wzrok na niego.
- Randka.
- To muszę jechać do Kamila, bo przecież w tym nie pójdę. – wskazała palcem na swoje ubrania.
- We wszystkim wyglądasz pięknie. – pocałował ją delikatnie. – Widzisz i musisz się do mnie wprowadzić. Oszczędzilibyśmy trochę czasu.
- Postaram się szybko ogarnąć Miśku. – powiedziała i zaczęła szybko się ubierać.
Wzięła telefon do ręki i szybko napisała smsa do Kamila, że zaraz przyjedzie. Wolała tak zrobić niż przyjść bez uprzedzenia i przyłapać go na czymś ze swoją dziewczyną.
- Przyjadę po Ciebie o dziewiętnastej.
- Dobrze kochanie. – powiedziała Luiza cmokając go w policzek i wyszła posyłając mu uśmiech.


Po kilkunastu minutach była już w mieszkaniu brata. Na szczęście był sam. Od razu skierowała się w stronę swojego pokoju i zaczęła wyrzucać z walizki wszystkie swoje ubrania. Chciała na randce ze skoczkiem wyglądać olśniewająco. Kamil zdziwiony nagłym nalotem siostry stanął w drzwiach i oparł się o nie.
- Myślałem, że zostaniesz u Janka. Właściwie co Ty robisz?
- Szukam sukienki, bo idziemy razem na kolację. – powiedziała nie odrywając wzroku od swoich szmat.
- Idziemy?
- No ja z Jankiem. – pokręciła głową. – Jak myślisz, w tej mu się spodobam? – przyłożyła do siebie czarną sukienkę z turkusowymi wstawkami i z wcięciem w talii.
Kamil chwilę popatrzył na siostrę i zrobił skrzywioną minę.
- Takie cztery na dziesięć. Wyglądasz jak stara panna. – Luiza przymrużyła oczy, a Kamil się zaśmiał. – Nie no. Poważnie. Nie masz czegoś innego?
Dziewczyna westchnęła, rzuciła sukienkę w kąt i zaczęła ponownie grzebać po torbie. Same koszule i bluzy wpadały jej w ręce. Kiedy już miała przekląć pod nosem na samym spodzie walizki zobaczyła swoją ulubioną bordową sukienkę z wcięciem na plecach i koronkowymi rękawami. Była pewna, że zostawiła ją u Łukasza, a tu taka niespodzianka.  Z wielkim uśmiechem na ustach przyłożyła ją do siebie i odwróciła się w stronę brata.
- No teraz to dziesięć na dziesięć. – uniósł kciuka ku górze. – Jak nic skończycie w łóżku. Ile ja bym dał, żeby Dagmara się tak ubierała, och. – rozmarzył się.
- Dagmara i taka sukienka? To jak Ty i kolorowe ubrania. – roześmiała się. – Wybrałeś sobie dziewczynę ze stylem takim jak Ty, więc już nie narzekaj.
- Ale ja nie narzekam, chociaż nie pogardziłbym gdyby raz ubrała się w taką kieckę.. – westchnął.
- Namów ją, może się uda. Czekaj, muszę się pomalować. – powiedziała i ruszyła w stronę łazienki.
- Ej, ej. Bo miałem Ci coś powiedzieć. Łukasz mnie dzisiaj zaczepił pod sklepem. – Luiza gwałtownie się odwróciła i z przerażeniem spojrzała na niego. – Teraz nie mam już wątpliwości, że on jest jakiś pier..chory na głowę. Powinni go zamknąć w Tworkach. Wyobraź sobie, że oskarżył mnie o to, że to ja namówiłem Cię do romansu z Jankiem.
Luiza głośno prychnęła.
- Mam nadzieję, że nie wdawałeś się z nim w zbędne dyskusje. – skrzyżowała ręce.
- Nie, bałem się, że im dłużej będę w jego towarzystwie to zrobię się taki zidiociały jak on. – roześmiał się. – Idź się malować, bo nie zdążysz. – powiedział i wyszedł do kuchni.
 Dziewczyna nie dała rady ukryć swojej irytacji. Czuła, że musi wyjaśnić to z ex narzeczonym jak najszybciej, jednak teraz postanowiła w pełni oddać się przygotowaniom do randki.


Kilka minut przed dziewiętnastą pod drzwiami czekał już Janek. Kamil poszedł otworzyć, ponieważ Luiza jeszcze nie skoczyła się szykować. Kierując rękę w stronę salonu zaprosił skoczka do środka.
- To chyba jakaś ostra randka się szykuje? – powiedział widząc ubranego Janka w błękitną koszulę z łatami na łokciach i eleganckich spodniach. – Luiza się jeszcze pindrzy. Może po piwku?
- Nie, dzięki, jestem samochodem. – uśmiechnął się.
- Rozumiem, rozumiem.. Musisz mieć też później siłę w sypialni. – roześmiał się, a Janek zrobił się cały czerwony na twarzy. Klepnął skoczka po plecach. – Sami swoi Janek. Siadaj, bo zanim moja siostra się ogarnie.. – westchnął.
Skoczek czuł się trochę nieswojo. W duchu modlił się, żeby Luiza jak najszybciej wyszła. Mimo to czuł, że jeszcze kilka wspólnych spotkań i się dogadają.
Z ciekawością przyglądał się tunelom i kolczykom w uszach brata swojej ukochanej. Nie umknęło to jego uwadze.
- Co tak patrzysz? – zaśmiał się Kamil.
- Te dziury w uszach…
- Tunele. Pokaże Ci coś. – wstał i podszedł do szafki.
Wziął klej w sztyfcie, wyciągnął tunel z ucha i włożył sobie ten sztyft do dziury. Janek prychnął ze śmiechu dosyć głośno. W tym samym czasie w pokoju pojawiła się Luiza.
- Matko boska.. Jaki Ty jesteś głupi. – powiedziała na widok swojego brata z klejem w uchu. – Przepraszam Cię kochanie, ale on jest trochę nienormalny.
Skoczek wstał na widok Luizy i od razu spoważniał. Nie mógł odwrócić od niej wzroku. Wyglądała idealnie. Lekki makijaż, bordowa sukienka, czarne szpilki, srebrna biżuteria. Z minuty na minutę zakochiwał się w niej coraz bardziej.
Podszedł do niej i pocałował ją w usta.
- Wyglądasz pięknie.
- No, całkiem dobra z niej dziunia. – wtrącił się Kamil.
- Chodźmy już, bo przecież zaraz mu krzywdę zrobię. – zaśmiała się. – Trzymaj się brat!
Kiedy wyszli na klatkę schodową, Janek klepnął lekko swoją ukochaną po tyłku. Luiza zachichotała cicho i odwróciła się do niego.
- Podobam Ci się? – oparła się ręką na poręczy.
- Wyglądasz idealnie. – pocałował ją. – Szkoda, że nie jesteśmy u siebie, bo zaraz bym Cię zaniósł do sypialni.
- Och. – westchnęła. – Trzeba poczekać, najpierw chodźmy coś zjeść bo umieram z głodu. – pociągnęła go za rękę.


                Gdy dotarli na miejsce skoczek otworzył drzwi samochodu i podał Luizie rękę. Ta z uśmiechem na twarzy wysiadła z samochodu i mocno ścisnęła torebkę. Janek chwycił ją za rękę i weszli do środka restauracji. Zajęli stolik na końcu sali i zaczęli wybierać dania z menu. Po kilku minutach podeszła do nich kelnerka, która zebrała zamówienia. Odchodząc puściła oczko do Janka. Nie umknęło to uwadze Luizy.
- Co za głupia krowa. – powiedziała poważnym tonem mierząc kelnerkę od góry do dołu.
- Zazdrosna jesteś? – roześmiał się.
- Nie, ale jeżeli jeszcze raz puści do Ciebie oczko włożę jej w to oko widelec.
- Jeszcze będzie miała drugie. – powiedział przez śmiech.
- To w drugie włożę nóż.
- Oj kochanie. – nachylił się i pocałował ją.
Po niedługim czasie ta sama kelnerka przyniosła im zamówione dania. Luiza nie spuszczała z niej oka, ale na szczęście wcześniejsza sytuacja się nie powtórzyła. Skoczek z rozbawieniem patrzył na ukochaną. Podobało mu się to, że była o niego zazdrosna, chociaż miał nadzieję, że nigdy jej słowa nie zostaną potwierdzone czynami.
W trakcie posiłku uśmiechali się do siebie i wymieniali spojrzeniami. Nagle do Luizy podszedł jakiś mężczyzna z wielkim koszem pełnym kwiatów.
- Proszę, to dla Pani. Miłego wieczoru. – powiedział i położył obok niej kosz.
Zdziwiona spojrzała na Janka, który tylko się uśmiechnął. Wyciągnęła z pomiędzy róż liścik.

„ Tyle gwiazd lśni na niebie,
Bądź pewna, że ja zawsze będę kochał Ciebie.
Dla najpiękniejszej i najcudowniejszej kobiety pod słońcem,
Janek.”

Po przeczytaniu tego krótkiego wyznania miłosnego kilka łez spłynęło po jej policzku. Nigdy nikt dla niej czegoś takiego nie zrobił. Poczuła szczęście, wielkie szczęście. Spojrzała na niego.
- Kocham Cię. – wyszeptała.


                Rano po kolejnej upojnej nocy spędzonej razem Luiza obudziła się w ramionach Janka. Rozczulającym wzrokiem spojrzała na niego i złożyła pocałunek na jego ustach. Skoczek obudził się i pocałował Luizę w usta, przy czym jednocześnie włożył rękę pod jej bluzkę.
- Jaaaaaanek.. – przeciągnęła.
- Nie moja wina, że tak na mnie działasz. – powiedział i kontynuował całowanie jej.
- Stop, stop! Spóźnisz się na trening. – odskoczyła i rzuciła w niego ubraniami. – Poczekaj na mnie, to pójdę razem z Tobą.
- Ty? Po co? – zapytał zdziwiony.
- Chcę zobaczyć jak sobie radzisz.
Jednak tak naprawdę chciała porozmawiać z Łukaszem i wyjaśnić dlaczego oskarżył Kamila o rozpad ich związku.

Po wejściu na teren skoczni Janek od razu poszedł do szatni się przebrać i przygotować do treningu, a Luiza usiadła na ławeczce i szukała wzrokiem byłego narzeczonego. Kiedy minęło już kilka minut postanowiła dłużej nie czekać i udała się do jego biura. Nieśmiało zapukała.
- Proszę. – usłyszała.
Weszła do środka. Łukasz szperał w papierach. Chrząknęła. Mężczyzna podniósł głowę znad kartek i spojrzał na nią zdziwiony.
- Dlaczego oskarżyłeś Kamila o rozpad naszego związku? – skrzyżowała ręce. – On nie miał nic z tym wspólnego, więc to było nie na miejscu.
- Oczywiście. Mhm.
- Więc proszę z łaski swojej nie zaczepiaj go już. – powiedziała i chciała wyjść, jednak słysząc, że Łukasz ma jeszcze coś do powiedzenia odwróciła się.
- A Ty zapanuj nad emocjami swojego Janka, żeby już tak do mnie nie pyskował. I dlaczego nie powiedziałaś rodzicom, że już nie jesteśmy razem? – dziewczyna wzruszyła ramionami. – Musiałem się przed nimi tłumaczyć.
- To Ty podałeś im adres Janka..
- Wydaje mi się, że powinni się tego dowiedzieć od Ciebie, więc nie miej do mnie pretensji. – powiedział w między czasie układając papiery.
Ani on ani Luiza nie usłyszeli kiedy drzwi od pomieszczenia lekko się uchyliły. To był Maciek, który słysząc głos dziewczyny swojego przyjaciela postanowił przysłuchać się ich rozmowie.
- Nie chciałam, żeby tak wyszło.. Przepraszam. Wszystko naprawię... – po usłyszeniu tych słów Maciek wywnioskował, że Luiza ma zamiar wrócić do Łukasza. Nie czekał na koniec ich rozmowy tylko od razu postanowił iść z tym do przyjaciela. - … i nadal będziesz dla niech nieskazitelny. Zresztą, po co ja Cię właściwie przepraszam? - rzuciła i wyszła z jego biura. 



------

Cześć kochane!
Och.. Przepraszam Was, że przez ponad dwa tygodnie nie było rozdziału, ale niestety wróciłam do mojego starego nałogu, który pochłania bardzo dużo czasu... Jednak postanowiłam wziąć się w końcu w garść. Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba i nie wyszłam z wprawy pisania. 
Jak widać koncepcja trochę mi się zmieniła, bo Łukasza miało już nie być, ale no jest :D
To chyba tyle.. Na szczęście większość Waszych opowiadań udało mi się już nadrobić. 
Standardowo, piszcie opinie, komentujcie! 
Jeszcze raz przepraszam, buziaki! :*

niedziela, 30 sierpnia 2015

Szesnaście.





                Mężczyzna wziął głęboki oddech i z uśmiechem szerzej otworzył drzwi. Próbował ukryć zdziwienie wizytą niedoszłych teściów. Czyżby o niczym nie wiedzieli, a może przyszli próbować naprawiać związek swojej córki?
- Łukaszku! – krzyknęła na jego widok pani Maria. – Jak ja Cię dawno nie widziałam. Dlaczego tak rzadko odwiedzasz nas z Luizką?
Łukasz podrapał się w tył głowy i zaprosił państwa Borowskich do środka. Zaparzył im herbaty, podał jakieś ciastka. Usiadł obok ojca Luizy. Był zakłopotany, tego nie udało mu się ukryć. O tym chyba sama dziewczyna powinna ich powiadomić.
- Coś się stało Łukaszku? – powiedziała z wielkim uśmiechem kobieta. – Właściwie to gdzie jest moja córka?
- Pani Mario, no bo chodzi o to, że.. – wziął głęboki oddech. – Chodzi o to, że już z Luizą nie jesteśmy razem. Wyprowadziła się.
Kobieta wraz z mężem zrobiła oczy większe niż pięciozłotówki. Zakryła dłonią usta, przez chwilę nie była w stanie wydusić z siebie ani słowa. Ta wiadomość była dla niej szokiem.
- Jak to? Przecież miał być ślub, tak się kochaliście. – powiedział pan Franciszek.
- Luiza woli sobie ułożyć życie z kochankiem. – wzruszył ramionami Łukasz i podszedł do okna. Niedoszły teść zrobił się cały czerwony na twarzy ze złości.
- Kochankiem?
- Tak, państwa córka od dłuższego czasu miała romans z – ledwo przeszło mu to przez gardło – moim podopiecznym z pracy. Zostawiła mnie dla niego. Teraz żyją sobie długo i szczęśliwie. – mówiąc to czuł napływającą złość.
Dlaczego akurat na niego padło poinformowanie o rozstaniu państwa Borowskich? Dlaczego Luiza wcześniej tego nie zrobiła? Tyle już minęło od ich rozstania.
- Przecież to niemożliwe. Luizka była taka w Tobie zakochana. – powiedziała rozżalona matka dziewczyny.
- Maryśka, nie lamentuj. – skwitował pan Franciszek. Skierował swój wzrok na Łukasza. – Gdzie się wyprowadziła?
- Może do Kamila, albo Janka? – wzruszył ramionami. – Naprawdę nie mam pojęcia.
- Janka? Janka Ziobry? – Łukasz skinął głową. – Co za dziewucha.
- Co to za Janek? – zapytała ze zdziwieniem kobieta.
- Skoczek narciarski, Maryśka, skoczek.
- Widzę, że się Pan orientuje – zaśmiał się Łukasz.
- Odkąd Luizka się z Tobą związała to coś nie coś zacząłem oglądać te skoki. Wiesz może gdzie ten cały Janek mieszka?
                Łukasz posłusznie zapisał adres skoczka na kartce i wręczył go panu Franciszkowi, który zaraz pogonił swoją żonę do wyjścia. Pożegnali się, chcieli jak najszybciej porozmawiać ze swoją córką.


                Po niezbyt długim czasie państwo Borowscy byli już pod domem, gdzie prawdopodobnie znajdowała się ich córka. Całą drogę spędzili w milczeniu, co nie było do nich podobne.
Szybko znaleźli się pod drzwiami skoczka. Pani Maria chwilę wahała się czy zadzwonić do drzwi. Mąż spojrzał na nią groźnym wzrokiem i szybko położył dłoń na dzwonku.
Przez dłuższą chwilę nikt nie otwierał drzwi. Oboje już kierowali się w stronę schodów, kiedy usłyszeli dźwięk opadającej klamki.
- Dzień dobry. – powiedział starszy mężczyzna.
Janek przymrużył oczy i z niepewnością odpowiedział. Nie miał pojęcia kim są ci państwo. Luiza kiedy usłyszała głos swojego ojca szybko podbiegła do przedpokoju.
- Boże.. Co wy tu robicie? – powiedziała drżącym głosem. Janek posłał jej pytające spojrzenie. – To moi rodzice. – zamachnęła się rękami, które mimowolnie opadły na jej uda. Przeczesała ręką włosy, westchnęła i poszła do pokoju.
Skoczek zaprosił ich do środka.
- Jak panu nie wstyd rozbijać cudze związki? – zapytał bez ceregieli ojciec dziewczyny.
- Tato! – wtrąciła się. – Janek niczego nie rozwalił, jasne?
- To dlaczego już nie jesteś z Łukaszem? Bo Ci jakiś młody chłystek zawrócił w głowie!
Luiza zdzwiona spojrzała na ojca. Między innymi właśnie dla tego nie powiadomiła ich o końcu związku z Łukaszem.
- Uważaj na słowa, tato…
- Luiza, wyjaśnię – wtrącił się Janek.
- Nie. Cicho siedź. – pogroziła mu palcem.
- No właśnie, może Ty młody człowieku się wypowiedz w tej sprawie! – ojciec dziewczyny znacznie podniósł ton.
Pani Maria stała z boku i przyglądała się całej sytuacji. Czuła, że będzie musiała interweniować, ponieważ mąż zaczyna się już denerwować.
- Po pierwsze obniż ton, nie jesteś u siebie. Po drugie Janek jest w moim wieku. Po trzecie kocham go więc z nim jestem. Po czwarte domyślam się, że znaleźliście się tutaj dzięki pomocy Łukasza. Guzik mnie obchodzi co on teraz czuje, czy cierpi czy cholera wie co. Mam to gdzieś, jasne?!
- Córeczko.. – wtrąciła się matka. – Tatę trochę poniosło, ale staraj się go zrozumieć. Tyle byłaś z Łukaszkiem, a tu nagle taki numer nam wszystkim wykręciłaś..
- Tak wam wszystkim trudno pojąć, że z Łukaszem nie byłam szczęśliwa?!
- On był dla Ciebie odpowiedni..
- Gdyby był odpowiedni to nadal bym z nim była! Prawda jest taka, że Janek – wskazała na niego palcem – dał mi więcej szczęścia, ciepła, miłości przez te kilka miesięcy niż Łukasz przez te lata związku! Skoro tak wam żal to sobie go zaadoptujcie, będziecie sobie mieli go dla siebie cały czas!
- Sypiałaś z nim będąc w związku z Łukaszem? – zapytał oburzony ojciec.
- Tak!
- Córcia, nie tak Cię wychowaliśmy.. – powiedziała spokojnym tonem pani Maria.
- Zawsze mówiliście żebym robiła wszystko dla swojego szczęścia, a teraz co? Macie do mnie pretensje?
- Maryśka idziemy. – powiedział stanowczo ojciec, złapał żonę za rękę.
- Przepraszam.. – powiedziała cicho matka i wyszła posłusznie za mężem trzaskając drzwiami.

                Luizie ze zdenerwowania popłynęły łzy po policzku. Rodzice zawsze powtarzali żeby walczyła o swoje szczęście, a gdy w końcu doszło do takiej sytuacji to zmieszali ją z błotem.
Skoczek usiadł obok niej i objął ją ramieniem. Wtuliła się w niego, zacisnęła mocno oczy. Reszta łez znalazła się na jego koszulce.
- Przepraszam za nich.. – powiedziała smutnym głosem kładąc mu rękę na kolanie.
- Nic się nie stało kochanie. Chyba nie myślałaś, że będą skakali z radości? – uśmiechnął się lekko. – Przyzwyczaili się do Łukasza, a tu nagle ja.
- Nie broń ich. Mama to jeszcze jako tako, ale ojciec.. – westchnęła.
- Daj im czas na zaakceptowanie całej sytuacji. – pocałował ją w usta. – Muszę się zbierać na trening. Wiesz, teraz gdy jestem liderem chciałbym tą koszulkę jak najdłużej utrzymać.
- Oj, wiem. – pocałowała go w czoło.

                Janek szybko zebrał najpotrzebniejsze rzeczy do torby treningowej i wyszedł z domu pozostawiając Luizę samą sobie. Po drodze na skocznie zahaczył o dom Maćka z którym musiał porozmawiać. Jako jedyny znał całą sytuację od początku.
Opowiedział przyjacielowi ze szczegółami całą wizytę rodziców Luizy.
- Stary ja nie chcę, żeby ona miała przeze mnie spieprzone relacje z rodzicami. – powiedział mając cały czas wzrok wbity w ziemię.
- Przecież to od nich się wszystko zaczęło. Powinni zaakceptować jej decyzję, a nie przychodzić i robić jakieś burdy.
- Sam nie wiem. – wzruszył ramionami.
- No i co chcesz zrobić?
- Może niech ona wróci do tego Łukasza.. Wszystko będzie po staremu.
Maciek stanął i popatrzył na niego zdziwionym wzrokiem. Uderzył go w ramie.
- Głupi jesteś. OGARNIJ SIĘ. – krzyknął. – Nie po to tyle się starałeś o nią, no chyba, że już Ci przeszła miłość do niej.
- Oczywiście, że nie! Kocham ją.. – westchnął.
- Zresztą szczerze wątpię żeby ona chciała do niego wrócić. Luiza Cię kocha widać to, a jej rodzice prędzej czy później i tak zaakceptują wasz związek i wszystko wróci do normy.

Nim się spostrzegli byli już na skoczni, tak rozmowa zajęła im drogę. Od razu skierowali się w stronę szatni, gdzie była już większość chłopaków. Dawid od razu zaczął wypytać zdziwionego Janka o jego związek z Luizą. Jak im się układa, czy wszystko w porządku.
- No co tak się patrzysz? Jesteśmy jedną wielką rodziną, a takie wieści szybko się rozchodzą. – roześmiał się Dawid. – Nikt kto wiedział się nie wygadał, po prostu widać na kilometr jak na siebie patrzycie. – puścił mu oczko, zarzucił narty na ramię i wyszedł z szatni.
Skoczek był zadziwiony pozytywnym nastawieniem kolegów do jego nowego związku. Bał się, że zostanie zlinczowany za to, a tu taka niespodzianka.
Uśmiechnął się. Za sobą usłyszał ciche chrząknięcie. Odwracając się zobaczył Stocha.
- Szkoda tylko, że budujesz swoje szczęście na nieszczęściu innych.
- O co Ci chodzi? – zapytał zakładając buty.
- Dobrze wiesz o co. To nie jest fair. – machnął ręką i wyszedł.
- Nie przejmuj się. Za stary jest by to wszystko zrozumieć, myśli że jeden związek to już do usranej śmierci. – Maciek położył rękę na ramieniu przyjaciela i oboje udali się na wyciąg.


                                Skoczek był zadowolony ze swoich skoków treningowych. Był pewien, że jeżeli utrzyma swoją wysoką formę do następnych konkursów letniej grand prix to bez problemu utrzyma się na pozycji lidera.
Jak zawsze po treningach trener zwołał swoich chłopaków do siebie na rozmowę.  Był zadowolony z formy swoich podopiecznych, jednak gdy widział Janka strasznie się irytował i nie potrafił tego ukryć.
Wyobrażał sobie jego i Luizę w łóżku, w objęciach. Szybko zrobił się czerwony na twarzy. Zamknął oczy. –Łukasz, pamiętaj, nie łączy się spraw osobistych z zawodowymi – Wypuścił powietrze z ust i zaczął podsumowanie treningu.
- Dawid, Maciek. Wszystko było w porządku technicznie, natomiast musicie popracować jeszcze nad sylwetką w locie. Kamil i Klimek dzisiaj bez zarzutów, naprawdę dobra robota chłopaki. – spojrzał się w stronę Janka, którego teraz przyszła kolej na podsumowanie skoków. Jego skoki były wręcz idealne. Lądowanie, wyjście z progu, sylwetka w locie, jednak Łukaszowi trudno było mu to przyznać.
- Janek.. Spóźniłeś trochę wybicie, lądowanie też było zachwiane.. – skłamał. Nie popatrzył mu nawet w oczy. Wzrok miał cały czas skierowany w papiery, które wziął do ręki.
Skoczek poparzył na niego zdziwiony, bo wiedział, że nie popełnił takich błędów.
- Nieprawda. Nie spóźniłem wybicia, a lądowanie było w porządku.
- Mówię co widziałem. – wzruszył ramionami.
- Mówię co zrobiłem.
- Podważasz moje zdanie?
- Tak. – uśmiechnął się ironicznie. – Wymyśla trener te wszystkie rzeczy wszyscy wiemy dlaczego. Jestem pewien, że mój skok był dobry, jak nie bardzo dobry i nie było w nim żadnego błędu. Więc radzę zainwestować w okulary.
W Łukaszu zagotowało się ze złości. Bezczelny. Nie miał już nic więcej do dodania, poczuł wzrok wszystkich podopiecznych na sobie. Kazał wszystkim w trybie natychmiastowym opuścić jego biuro.
- Odnosiłbyś się z większym szacunkiem do niego. – warknął Stoch.
Janek już miał ochotę odpowiedzieć coś niestosownego. Na całe szczęście Maciek to wyczuł i zasłonił mu usta dłonią.
- Nie warto. – wyszeptał i razem z nim poszedł do szatni.

Po przebraniu się postanowili, że razem wrócą do domu. Wychodząc poza teren skoczni Janek zauważył Łukasza wsiadającego do samochodu i nie miał zamiaru pozostawić tego bez jakiegokolwiek odzewu.
- Już nie mogę się doczekać kiedy wrócę do domu i pocałuję MOJĄ LUIZKĘ. – powiedział dość wysokim tonem i z uśmiechem razem z Maćkiem zniknął za siatką otaczającą teren skoczni.
                Łukasz zmierzył go od góry do dołu. Zabolało go to dosyć wyraźnie. To on powinien teraz jechać do domu do niej. Ze złością odpalił silnik.
Chciał jechać prosto do domu, jednak odkąd Luiza się wyprowadziła musiał sam o wszystko zadbać. W lodówce było pusto więc wypadało jechać na zakupy.
Parkując pod sklepem zauważył brata Luizy. Niewiele myśląc szybko wyszedł z samochodu i podbiegł do niego.
- Przyznaj się, że to Ty namówiłeś Luizę do odejścia ode mnie. - powiedział szarpiąc go za ramię. 



---------------------
Heej kochane...
Przepraszam, że po raz kolejny nawalam czasowo.. Ostatnio tyle się dzieje, że nie ogarniam, a to jeszcze chcę na bieżąco być z Waszymi opowiadaniami i to tak się nie da. 
To jeszcze teraz zaczyna się wrzesień - dla niektórych okres szkolny, a dla mnie ogarnianie powoli życia studenckiego - szukanie mieszkania, jeżdżenie po uczelniach, przygotowywanie się do testu powitalnego (<3) dlatego chyba na razie nie będe się trzymała planu dodawania rozdziałów. 
Jak znajdę czas to napiszę i dodam. Sama źle się czuję z tym, że nie dodaję w umówionym terminie, więc chyba tak będzie najlepiej. 
Oczywiście myślę, że nadal to będzie dwa razy w tygodniu, ale nie wiadomo w jakich dniach. Mam nadzieję, że się nie pogniewacie. :<
Z opowiadaniem o Egloffie nie będzie takiego problemu na razie, bo to raz w tygodniu, więc ok. 

To teraz zwracam się do Verci: 
Próbowałam ogarnąć ten problem od samego początku co zwróciłaś uwagę, jednak jakoś marnie mi to wychodzi. Taki mam nawyk chyba już, że wszystko chcę szybko, szybko, chociaż z tym rozdziałem to myślę, że wyszło lepiej i już akcja nie toczy się tak szybko xD
Jednak jeśli mi się nie udało - no to lipa, już nie wiem co mam zrobić. 

Ale się dzisiaj rozpisałam, hoho. 
Także kochane moje. Następny rozdział nie wiem kiedy się pojawi (na pewno w tym tygodniu), ale z pewnością o tym Was poinformuję. 
Pozdrawiam Was wszystkie bardzo, bardzo mocno <3
Dziękuję za wszystkie wejścia i komentarze i w ogóle wszystko!
Tradycyjnie...
Komentujcie, piszcie opinie
Buziaki!! :*

PS. KTO NIE ŚPI TYLKO OGLĄDA LIVE Z HAKUBY?! :D